Wystąpienie Lecha Wałęsy na spotkaniu z młodzieżą w Nagoi, Japonia

9 listopada 1996 r.

Szanowni Państwo,

Takie spotkanie jak nasze, jest jak spotkanie historii z prognozą. Wy, młodzi, odczytujecie ze mnie przeszłość, jak z was przyszłość. A ponieważ Japonia wyprzedza mój kraj dość znacznie w rozwoju, więc mogę powiedzieć, że wy, młodzi Japończycy, jesteście dla mnie prognozą długo terminową.
Spotkania z młodzieżą - a odbyłem ich niemało, w różnych krajach - są dobrą okazją do refleksji nad przyszłością świata. Świata, nie poszczególnych krajów. Kraje będą na pewno długo jeszcze, a może zawsze, różnić się poziomem rozwoju, ale sądzę, że kierunek tego rozwoju będzie jeden. Świat stał się zbyt mały, by ludzkość tworzyła na nim kilka odrębnych cywilizacji. Dziś zresztą widać wyraźnie, jak szybko następuje unifikacja, jak upodobniają się do siebie ludzie, miasta i państwa. Upodobniają się gusta, moda, zainteresowania, nawet przekonania. Jako ludzie stajemy się sobie bliżsi. Umacnia się świadomość przynależności do jednej, ludzkiej rodziny. To pojęcie przestaje być pięknym hasłem, staje się oczywistością. Wy, młodzi, dostrzegacie to chyba najlepiej i w praktyce wyrażacie najdobitniej.
Jeśli więc zastanawiam się, jaki będzie świat, gdy wy będziecie rządzić, pisać jego historię i sami z wolna stawać się historią, to bez wielkiego ryzyka mogę przyjąć, że będzie on bardziej niż był jednorodny. Bez tych ostrych podziałów rasowych, etnicznych, narodowych, które w przeszłości rodziły tak często nienawiść, wrogość, a w konsekwencji wielkie nieszczęścia.
Będzie to - a przynajmniej są wszelkie warunki, by był - świat pokojowy. Świat bez wojen. Mijający wiek przekonywająco udowodnił ich bezsens. Pozbawił racjonalnego uzasadnienia prowadzenie wojen jako sposobu rozwiązywania konfliktów. To, że one wciąż jeszcze wybuchają, nie podważa tej opinii. Są raczej kolejnymi dowodami jej słuszności. Przy obecnym stanie techniki trudno odróżnić zwycięstwo od klęski. Mamy świeżo w pamięci zbrojne konflikty, w których militarnym potęgom nieporównanie słabszy przeciwnik był w stanie tak dopiec, że rezygnowali nie tylko ze zwycięstwa, ale i twarzy. Być może wojna miała racjonalne uzasadnienie, kiedy świat wchodził w obecne stulecie i to stało się przekleństwem żyjących w nim pokoleń. Teraz straciła to uzasadnienie i to jest dla waszego i przyszłych pokoleń nadzieja.
Wojna stała się bezsensowna także, dlatego, że terytoria i bogactwa naturalne, które od wieków były jej główną przyczyną, utraciły dziś dawne, podstawowe dla bytu narodu znaczenie. Przy obecnym poziomie rozwoju nauki i techniki nie tyle one, co człowiek - jego wiedza, umiejętności, talent, pracowitość i przedsiębiorczość decydują o sile państw i zamożności narodów. Prawdziwe bogactwo jest wewnątrz kraju, a nie poza jego granicami. Dochodzi się do niego nie przez podboje, ale wyzwalanie ludzkiej energii, potencjalnych możliwości własnego narodu. Japonia jest najlepszym tego dowodem.
Na początku swojej walki w "Solidarności" powiedziałem kiedyś publicznie: "zbudujemy drugą Japonię". Tych słów wielu nie może mi do dziś zapomnieć. Zrozumieli je dosłownie i uznali za wyraz megalomanii i braku realizmu. A ja wtedy nie mogłem powiedzieć: trzeba obalić komunizm albo przynajmniej radykalnie go zmienić. Trzeba go obalić, bo on z tego, najważniejszego dziś źródła bogactwa, czerpać nie jest w stanie i nie potrafi. Jest z natury niewydolny. Krępuje ludzką energię, hamuje rozwój, trwoni efekty narodowego wysiłku. Jest zaprzeczeniem tego, czego we współczesnym świecie Japonia stała się symbolem.
Szanowni Państwo,
Istnieją wszelkie racjonalne przesłanki, by przyszyły świat był
światem pokoju, współpracy i rozwoju. Nie znaczy to jednak, że takim być musi. Nie zawsze bowiem rozsądek kieruje jego losem. Można nawet powiedzieć - nie często. Od nas, od was, od waszych następców zależeć będzie w jakim stopniu rozum, a w jakim żywioł emocji kształtował będzie historię ludzkości. Pewne jest, że ta historia w coraz większym stopniu będzie historią pisaną wspólnie. Coraz bardziej los ludzi i narodów sprzężony będzie z losem ludzkości. Tak bowiem jak rozwój ma coraz bardziej globalny charakter, tak i zagrożenia nabierają coraz częściej charakteru ponadpaństwowego i ponadnarodowego. Wiele więc będzie zależeć od tego, czy w przyszłym świecie dominować będzie egoizm czy solidarność.
Współdziałania wymagać będzie rozwiązywanie podstawowego z rysujących się już dziś wyraźnie zagrożeń, to znaczy zagrożenia środowiska naturalnego. Solidarności potrzeba będzie, aby przeciwdziałać pogłębiającej się przepaści między światem biedy i bogactwa. Rozwój ma bardziej naturę postępu geometrycznego niż arytmetycznego. Niewielkie są szanse: by ci, którzy są na dnie zdołali się podnieść o własnych siłach. Bieda, to nie tylko problem humanitarny, to autentyczne zagrożenia dla świata. Jeśli bogactwo nie przyjedzie do biedy, to bieda przyjdzie do bogactwa. Kłopoty biednych, wcześniej czy później, staną się kłopotami bogatych. Nie wiem, czy świat nie stoi w przededniu tych problemów, które w wieku XX należały do najpoważniejszych w obrębie państw i społeczeństw. Problemu takiego ułożenia stosunków społecznych, aby zarówno bieda, jak i bogactwo nie były bezgraniczne. Ułożenia nie na zasadach filantropii, ale określonej regulacji systemowej.
O obliczu świata decydują w znacznej mierze elity przywódcze, w tym polityczni przywódcy. Ich rozum i wrażliwość, ich morale i poczucie odpowiedzialności nie pozostaje bez wpływu najego los ijego kształt. Trudno przesądzać, jakie będą przywódcze elity przyszłego świata, ale obserwując procesy dziś zachodzące można mówić o potencjalnych zagrożeniach. W dzisiejszym, skomercjalizowanym świecie kurczy się sfera idei, poszerza sfera pieniądza. Komercjalizuje się także polityka. Staje się szczególną formą biznesu. Biznesu, w którym inwestując często tylko słowa, można dojść do niemałych kapitałów. Gdzie nie ma tak jasnych i precyzyjnych, jak w zwykłym biznesie, reguł gry. Czy zatem służba publiczna, jakąjest polityka, nie będzie stawać się coraz bardziej jedynie zasłoną dla osiągania własnych ambicji i korzy~ ści? Przy takim odwróceniu celów trudno o racjonalne, z punktu widzenia ogółu, wybory, Taki przywódca nie przewodzi zbiorowości, on jej głównie schlebia. Wybiera nie to co jest racjonalne i konieczne, ale to, co daje choćby krótkotrwałą popularność, co przynosi sukces wyborczy. On nie tyle przewodzi, co umiejętnie płynie na fali żywiołu.
Przede wszystkim jednak obraz świata kształtują ludzie - miliony zwykłych jego mieszkańców, obywateli. Przyszły świat będzie, więc w istocie taki, jacy będą ludzie, jaki będzie człowiek. Ile będzie w nim rozumu, a ile serca. Ile inteligentnego,, efektywnego robota, a ile wrażliwej, czującej biologicznej istoty Ile chytrego konkurenta, bezwzględnego gracza rynkowego, pazernego konsumenta, a ile świadomego swego miejsca na ziemi człowieka, członka ludzkiej rodziny.
W myśleniu i działaniu dla przyszłości stawiać trzeba będzie przede wszystkim na ludzi młodych. Bo młodzi mają zdolność porozumiewania się ponad podziałami, ponad granicami. Zarówno rasowymi, politycznymi, jak i kulturalnymi. Młodzież jest bardziej krytyczna od dorosłych wobec współczesności i ma więcej swobody, by sprawdzać nowe
rozwiązania. Odnoszę też wrażenie, że młodzi są bardziej wrażliwi - na ograniczanie wolności, niesprawiedliwość i brak solidarności. Nowy, lepszy świat zawsze rodzi się w umysłach młodych ludzi.
Wierzę, że rozwój oznacza postęp nie tylko ku doskonalszemu, ale i lepszemu. Wierzę, że człowiek stając się mądrzejszy, sprawniejszy, efektywniejszy, będzie także coraz lepszy, wrażliwszy, bardziej ludzki. Dlatego jestem optymistą.