Wystąpienie Lecha Wałęsy na Forum Pokojuw Tokio i Kanazawa
6 i 8 listopada 1996 r.
Szanowni Państwo,
Jestem w Japonii po raz trzeci. Za każdym razem w innej roli. Ale zawsze ten sam. Pierwszy raz byłem tutaj jako przewodniczący wielkiego ruchu społecznego i związku zawodowego "Solidarność". Drugi raz z wizytą oficjalną jako prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Zostałem wtedy przyjęty przez Jego Ekscelencję Cesarza. Teraz jestem po prostu jako Lech Wałęsa. A także jako laureat Pokojowej Nagrody Nobla.
. Muszę się Państwu przyznać, że wygłaszanie wykładów i przemówień nie jest moją specjalnością. Ja nie dobieram słów, by wypowiadać słuszne opinie. Ja zawsze staram się robić słuszne rzeczy. Jestem przede wszystkim praktykiem, a nie teoretykiem. Teoretycy zajmują się światem idei. Praktycy zmieniają świat.
Wszystkie działania, jakie podejmuję, zmierzają do pokojowego, bez użycia siły, rozwiązywania problemów. W całym moim życiu najważniejsza jest walka o wolność i pluralizm, o prawa człowieka i demokrację. O to, by w polityce wewnętrznej i zagranicznej nie była używana przemoc. Takie jest moje życiowe credo.
"Zło dobrem zwyciężaj". Te słowa z Ewangelii i zarazem motto jednej z pielgrzymek Ojca Świętego Jana Pawła II do Ojczyzny są moim drogowskazem. Są dewizą, która mi przyświeca. A także wyzwaniem i zobowiązaniem, których zawsze należy przestrzegać. Rywalizacja dobrego z tym, co złe, stale się toczy. Frontem tej walki są kontynenty i narody, społeczeństwa i poszczególni ludzie.
Kiedy byłem przewodniczącym dziesięciomilionowego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność" przyświecał mi jeden główny cel: doprowadzenie Polski do normalności. Aby bliżej tę kwestię Państwu wyjaśnić muszę odwołać się do moich osobistych doświadczeń.
Ustrój komunistyczny to władza partyjnej nomenklatury. W Polsce na jej usługach pozostawała służba bezpieczeństwa, administracja państwowa, wojsko, cenzura, centralne planowanie gospodarcze. Obowiązywała jedna, jedynie słuszna ideologia. Był to, więc ustrój, który zniewalał ludzi, ograniczał ich prawa, pozbawiał podmiotowości i samodzielności. Sam siebie nazywał demokracją socjalistyczną, a nie był ani demokratyczny, ani socjalistyczny. Moi koledzy stoczniowcy tak tę sprawę ujmowali: różnica między zwykłą demokracją a demokracją socjalistyczną jest taka sama, jak między zwyczajnym krzesłem a krzesłem elektrycznym.
Czterdzieści milionów Polaków żyło w takim ustroju. Każdy był podporządkowany totalitarnej maszynie - rządom jednej partii. Tak zwana socjalistyczna sprawiedliwość była w istocie bezprawiem. Każda publiczna wypowiedź była cenzurowana. Każda większa własność była upaństwowiona. Nomenklatura miała jeden cel: zatomizowanie społeczeństwa, rozbicie go i ubezwłasnowolnienie. Jej głównymi wrogami byli: wolny obywatel, rodzina i Kościół.
Zdawałem sobie sprawę, że walka z tak potężnym reżimem totalitarnym będzie długa i trudna. Aby ją wygrać społeczeństwo musiało uwierzyć we własną siłę. Musiało być solidarne. Dlatego ruch, któremu miałem przywilej i zaszczyt przewodzić, przybrał nazwę "Solidarność". Pracownicza solidarność sprawiła, że ludzie przestali czuć się osamotnieni. Poczuli moc, jaką daje wspólnota. Uwierzyli, że mogą pokusić się o zwycięstwo. System, który wydawał się wszechwładny, okazał się słaby i bezradny w godzinie próby. Zwyciężyliśmy! Były to wielkie, niezapomniane chwile w moim życiu:
"Solidarność" jako wielki ruch społeczny prowadziła walkę nie tylko o polskie sprawy. Pamiętaliśmy również o naszych braciach w Pradze i w Berlinie, w Wilnie i Budapeszcie, w Moskwie i Tiranie. Nasze polskie zwycięstwo było też sukcesem mieszkańców Paryża, Londynu, Nowego Jorku i innych zachodnich stolic. Przecież po obu stronach Łaby - rzeki dzielącej dwa wrogie bloki - stały setki dywizji, tysiące czołgów i wyrzutni rakietowych. Bez przerwy przez pół wieku, szykowano się do największej bitwy w dziejach świata. Miliony ludzi oddałyby w niej życie. Wiele miast zniknęłoby z powierzchni Ziemi w wyniku konfliktu nuklearnego. Europa byłaby nową Hiroszimą. Być może nawet istnienie ludzkości stanęłoby pod znakiem zapytania.
Wiedziałem, że to śmiertelne niebezpieczeństwo trzeba zażegnać. I polska "Solidarność" zdołała mu zapobiec. Runął mur berliński. Pamiętna jesień narodów 1989 roku przyniosła zwycięstwo pokojowej, "aksamitnej rewolucji". A co najważniejsze: była to wygrana metodami pokojowymi, środkami politycznymi. Bez wystrzałów, bez krwi, bez śmierci. Jeżeli z czyichś oczu płynęły łzy, były to łzy szczęścia z odzyskanej wolności.
Jeśli przypominam o tej niedawnej historii, to robię to po to, aby uzmysłowić Państwu, jak rozumiem powołanie i odpowiedzialność polityków, mężów stanu i przywódców. Tym powołaniem jest rozwiązanie problemów bez użycia siły, bez przemocy, bez pogwałcenia prawa. Im poważniejszy problem zostaje rozwiązany środkami pokojowymi, tym większy jest sukces polityki.
W takich właśnie kategoriach traktowałem swoją prezydenturę. Zostałem prezydentem, by chronić Polskę przed niebezpieczeństwami. Za najważniejsze problemy uważałem: wycofanie z Polski wojsk sowieckich, umorzenie polskich długów, utrwalenie systemu demokratycznego, wyjaśnienie zbrodni katyńskiej. Wszystkie te cele udało mi się osiągnąć. Jest to największy sukces mojej prezydentury. Wolność i demokracja, o które walczyłem, pozostały nienaruszone.
Polska gospodarka dobrze się rozwija. Ostatni raport ONZ potwierdza, że Polska osiągnęła najwyższe tempo rozwoju spośród wszystkich krajów postkomunistycznych. Procesy prywatyzacyjne są bardzo zaawansowane. W Polsce można więc robić dobre interesy! W Polsce jest 40 milionów nabywców. Mają oni coraz więcej pieniędzy. Siła nabywcza polskiego społeczeństwa jest coraz większa. Stosunkom handlowym z Polską sprzyja nie tylko położenie w centrum Europy. Także to, że jest ona krajem coraz większych możliwości. .
Szanowni Państwo,
Z moich polskich doświadczeń wynika, że w działalności politycznej mamy do czynienia z dwoma rodzajami problemów. Są to problemy destrukcji i problemy konstrukcji, czyli tworzenia. Pierwsze polegają na pozbywaniu się zagrożeń, przeciwdziałaniu złu, zniewoleniu, niesprawiedliwości. Natomiast problemy konstrukcji to tworzenie nowego ładu, budowanie struktur, lepszych stosunków między ludźmi Na te dwa rodzaje problemów nakładają się dwie tradycje w polityce światowej. Tradycja wolności, suwerenności i demokracji oraz tradycja uzależniania, ograniczania wolności i bezprawia. Pierwszą tradycję reprezentują państwa demokratyczne, drugą totalitarne.
W państwach o tradycjach demokratycznych, ustabilizowanych, zamożnych, którym historia oszczędzała wstrząsów, rola i zadania przywódców są stosunkowo łatwe. Wystarczy, jeśli kontynuują dotychczasową linię rozwoju. Wzbogacają ją o nowe elementy i chronią przed niebezpieczeństwami.
Natomiast w krajach o przeszłości niedemokratycznej lub kolonialnej przywódcy, którzy chcą ze złą przeszłością zerwać, mają o wiele trudniejsze zadanie. Szczególnie doniosłym sprawdzianem dla każdego polityka jest czas zmiany ustrojowej. Musi on bowiem wykazać, że tak jak w przeszłości potrafił burzyć dawny porządek, tak obecnie umie budować nowy ustrój. W trudnym okresie przechodzenia z jednego systemu politycznego i gospodarczego do innego wielu polityków nie zdaje - niestety - egzaminu.
Oceniając sytuację w krajach postkomunistycznych dochodzę do wniosku, że na uznanie zasługują ci politycy, którzy konsekwentnie dążą do realizacji reform. Głównie w gospodarce. Kraje te potrzebują nowego ładu gospodarczego w stabilnych ramach prawa. Tylko wtedy pokonają zapóźnienia. Muszą dokończyć prywatyzację i reprywatyzację oraz stworzyć elastyczny rynek pracy. Odrębnym zadaniem jest oddzielenie administracji od polityki., dlatego dobrzy politycy popierają wszelkie typy samorządu - zarówno samorząd terytorialny jak i pracowniczy. I jeszcze jedno. W żadnym kraju nie rozwinie się społeczeństwo obywatelskie, jeśli duże kwoty nie zostaną zainwestowane w oświatę. O ile wiem najwcześniej i najlepiej zrozumiała to Japonia.
To, czego potrzebują młode demokracje i w czym mogą i powinni pomóc im mądrzy przywódcy, to zabudowanie rozległej przestrzeni między obywatelem a państwem. Struktury państwowe i urzędy należy zbliżyć do ludzi. Uczynić je bardziej przyjaznymi. Wtedy nie tylko będą regulowały sprawy obywateli, lecz także będą im dobrze służyć. Najważniejszym bogactwem i potencjałem każdego narodu są ludzie. W nich trzeba przede wszystkim inwestować oraz im stwarzać możliwości rozwoju.
Z tego, co powiedziałem, jasno chyba wynika, że nie jestem i nigdy nie byłem sojusznikiem rewolucji. Bo rewolucjoniści, kiedy już zdobędą władzę, nie potrafiąjej oddać w ręce demokracji. Trzymają się kurczowo władzy. Nawet za cenę deptania prawa. Nawet za cenę zbrodni i ludobójstwa. To rewolucja francuska wymyśliła gilotynę, rewolucja rosyjska łagry, a hitlerowska obozy zagłady.
Dla polityków i przywódców, którzy szanują prawa człowieka, władza nie jest wartością samoistną. Jest ona jedynie środkiem do celu. A tym celem jest lepsza przyszłość, dobro ogółu, wolność, bezpieczeństwo i dostatek każdego obywatela. Różnorodność nastawiona na wspólne budowanie, na wzajemne wzbogacanie się.
Wolność i demokracja oznaczają prawo wyboru. Nieskrępowanego wyboru w granicach prawa. Dobry przywódca pomaga demokracji. Chroni wolność. Unika zakazów. Nawet za cenę własnej przegranej. Bo wie, że tylko wolna gra wyborcza może zapewnić krajowi sukces.
Szanowni Państwo,
W kończącym się XX wieku problemy lokalne stopniowo tracą na znaczeniu. Wzrasta rola problemów globalnych. Upodobniają się kultury. Ludzie wszędzie słuchają podobnej muzyki, podobnie się ubierają, oglądają podobne programy telewizyjne i czytają podobne gazety. Wszystko, co w rodzimej kulturze jest swoiste musi szukać dla siebie specjalnego miejsca. Ogólnoświatowa unifikacja ruguje rodzime normy i wartości. Narodowe dziedzictwo, zwłaszcza mniejszych i słabszych krajów, jest w niebezpieczeństwie. Współczesna cywilizacja jest, więc nie tylko czynnikiem postępu, lecz także przyczyną zagrożeń.
Czy wszyscy przywódcy doby obecnej zdają sobie z tego sprawę? Czy rozumieją, że rośnie znaczenie geopolityki? Bo przecież państwa, gospodarki, kultury i technologie są coraz bardziej od siebie zależne. W tym coraz większym wzajemnym uzależnieniu i powiązaniu, każdy kraj powinien się starać, by jego sąsiedzi i partnerzy dobrze funkcjonowali i pięknie się rozwijali. Jeśli u mnie, w moim kraju będzie źle, to i u ciebie nie będzie dobrze. Ta nowa globalna współzależność będzie wymuszała coraz ściślejszą współpracę. Od nas wszystkich zależy, czy potrafimy ją mądrze zorganizować.
Nowoczesna geopolityka nie oznacza konfrontacji i rywalizacji. Jest ona dialogiem, współistnieniem-i współdziałaniem. Jest poszukiwaniem najlepszych rozwiązań i porozumień. Korzystnych dla każdej ze stron.
Szanowni Państwo,
Jestem przekonany, że w obecnym czasie, kiedy powstaje cywilizacja globalna, a geopolityka nabiera nowego znaczenia, przed politykami i przywódcami stają nowe wyzwania. Ale najważniejsze cechy, które składają się na charakter dobrych przywódców i polityków są ponadczasowe. Miały znaczenie w przeszłości, są doniosłe współcześnie, będą odgrywały rolę w przyszłości.
Przywódca musi mieć przede wszystkim charakter i osobowość. Nie może być człowiekiem nijakim. Musi też być człowiekiem prawym. Odważnym i rozważnym. Wytrwałym i skromnym. Lojalnym i opanowanym. Powinna go cechować dobra wola i poczucie obowiązku. Jego osobista uczciwość i bezinteresowność nie mogą budzić wątpliwości.
Wszystkie te cechy są bardzo ważne, bo wpływają na to, co inni ludzie robią i mówią. Politycy i przywódcy posiadają przecież ogromną władzę. Nie tylko podejmują decyzje, lecz także wywierają bezpośredni wpływ na ludzi. Z tego powodu ciąży na nich większa "odpowiedzialność niż na kimkolwiek innym. Tej wielkiej odpowiedzialności potrafią sprostać, jeśli znają ludzi i ich potrzeby. Jeśli mają doświadczenie i kieruje nimi idea służby dla własnego narodu i, dla społeczności międzynarodowej.
Przywódca, który dla doraźnej korzyści porzuca sojuszników, łamie zawarte układy i nie dotrzymuje zobowiązań działa bardzo krótkowzrocznie. Nie jest solidarny z interesem ogółu, lecz z własną karierą. Środki masowego przekazu potrafią obecnie wykreować "osobowość" polityczną. Potrafią stworzyć pociągający wizerunek "telewizyjnego" polityka. Kariera takich wykreowanych przez telewizję polityków jest z reguły krótka. Bo oprócz telewizyjnych gestów i uśmiechów niewiele mają do zaproponowania. A poza tym za cenę przypodobania się wyborcom i wygrania wyborów gotowi są skłamać, wyrzec się przyjaciół, porzucić sprzymierzeńców. Tacy przywódcy nie są wiarygodni. Ich słowa rozmijają się z czynami. Ich przekonaniami rządzą prawa rynku, a mną prawa sumienia.
Kiedy zły charakter - pogarda dla innych ludzi, chora ambicja, egoizm - połączy się z władzą, powstaje mieszanka wybuchowa zagrażająca całym narodom. Mieliśmy tego przykłady w niedawnej historii.
Prawdziwy przywódca jest człowiekiem, który trzyma się zasad, szanuje wartości. Nie oznacza to, że nie może być elastyczny w działaniu. Wprost przeciwnie. Umie "dobijać targu", ale zgodnie z zasadami sprawiedliwości i dobrem ogółu. Poza tym ma dobrych, przenikliwych doradców oraz odrobinę szczęścia w każdej sytuacji.
Szanowni Państwo,
O okresie mojej prezydentury wypowiedziano w Polsce i poza Polską różne opinie. Nie chcę ich komentować. Każdy ma przecież prawo do własnego zdania i własnej oceny. Muszę jednak stwierdzić, że nikt - nawet moi najbardziej zagorzali przeciwnicy - nie zarzucił mi, że nadużyłem konstytucyjnych uprawnień, że złamałem prawo. Wewnętrzny pokój i spokój w mojej Ojczyźnie był zachowany. Granice były bezpieczne, umocniła się polska niepodległość. U gruntowała wolność obywateli. Okrzepła demokracja. Gospodarka wkroczyła na nowe tory.
Możecie jednak Państwo zapytać, dlaczego obóz postkomunistyczny wygrał w Polsce wybory parlamentarne w 1993 roku? Dlaczego kandydat sił lewicowych wygrał wybory prezydenckie w 1995 roku? Najkrótsza odpowiedź jest taka: postkomuniści byli do wyborów lepiej od nas, ludzi Solidarności, przygotowani. Kiedy my siedzieliśmy w więzieniach, byliśmy internowani, pozbawiani pracy i środków do życia, oni kształcili się w zachodnich uniwersytetach. Uczyli się biznesu, bankowości, technik zarządzania i nowoczesnej propagandy. Poza tym polityka to gra zespołowa. To rywalizacja partii politycznych. Komuniści rozwiązali swoją partię, ale po zmianie haseł i przemalowaniu sztandarów utworzyli na jej bazie nową partię. Nazwali ją socjaldemokracją. Liczy ona około 400 tysięcy członków (tylu pozostało z trzech milionów członków partii komunistycznej). Wszystkie zaś partie posolidarnościowe liczą nie więcej niż 100 tysięcy członków. Musieliśmy, więc przegrać. Ale przegraliśmy w zgodzie z demokratycznymi zasadami. Gdybyśmy starali się wygrać łamiąc zasady, byłoby to naszą największą klęską.
W ramach demokracji powrót do władzy byłych komunistów nie jest niebezpieczny. Zdobyli oni mandat na rządzenie na określony czas. I w ramach demokracji mandat ten utracą. Nie ma bowiem powrotu do starego totalitarnego sposobu rządzenia. Społeczeństwo na to nie pozwoli. Postkomuniści dobrze o tym wiedzą. A poza tym będą bronić nagromadzonego kapitału. Żadnemu nowemu Marksowi czy Leninowi nie zechcą go oddać.
Można również powiedzieć, że byli komuniści zmierzają do normalności. Dzięki "Solidarności" mają do tego zagwarantowane prawo.
Muszą jedynie przestrzegać poszanowania demokracji, suwerenności państwowej, pluralizmu partyjnego, prywatnej własności i gospodarki rynkowej. Będę tego pilnował. Nie zakończyłem jeszcze działalności politycznej. Nie zrezygnowałem z walki:. Nadal czuję się odpowiedzialny za moją Ojczyznę i pokojowe stosunki między państwami. Nadal będędążył do ideałów, które zawsze mi przyświecały. Zobowiązały mnie do tego miliony moich wyborców. W działaniach, które podejmuję, mam bardzo wielu sojuszników. Coraz więcej jest ludzi, którzy nie chcą pozwolić, by wolność, sprawiedliwość, prawda i uczciwość raz jeszcze przegrały.
Szanowni Państwo,
Aby budować lepszą przyszłość świata musimy szanować wartości.
W dobie elektroniki, otwierających się granic i odchodzenia od tradycji coraz więcej ludzi odczuwa pokusę, aby zerwać. z wartościami. Nie można tej pokusie ulegać! Jest ona zgubna. Wartości, podobnie jak demokrację, łatwo jest zniszczyć. Ale zbudować je na nowo, odtworzyć, jest niezwykle trudno. Wiele społeczeństw się o tym przekonało.
Postęp techniczny i technologiczny, jaki dokonał się w świecie, jest imponujący. Natomiast znacznie mniejszy jest postęp moralny. Ta rozbieżność jest niebezpieczna. Zagraża ludzkości. Największe wyzwanie, któremu muszą sprostać przede wszystkim politycy i przywódcy, to tworzenie nowego ładu moralnego. Takiego ładu, w którym godność człowieka, jego honor i wolność będą nienaruszalne. Z postępem cywilizacyjnym, z globalną cywilizacją musi iść w parze postęp moralny. Postęp dokonujący się w samym człowieku. W jego duszy i sercu. Taki postęp zaowocuje powstaniem światowego społeczeństwa obywatelskiego. Już dzisiaj od Japonii i Japończyków świat może się uczyć harmonijnego współdziałania--i współpracy dla postępu.
Przyszłe stulecie bardziej niż to, które się kończy, będzie stuleciem rywalizacji. Stuleciem konkurencji na wielu polach. Krajom, które pozostaną w tyle coraz trudniej będzie wejść na szczyt drabiny. Dołączyć do grona państw bogatych. Ale w interesie zamożnych będzie stwarzanie warunków rozwoju dla biedniejszych partnerów. Bo ci, którzy nic nie mają myślą sobie: odbierzemy temu, co ma i wtedy sami będziemy bogaci. Takie myślenie prowadzi do wojen i konfliktów. Dlatego należy mu się przeciwstawiać. Dlatego należy zachęcać - zwłaszcza polityków - do przyszłościowego, globalnego myślenia i działania. Już niedługo mass media, elektronika, edukacja, ekologia całkowicie przekroczą granice państw i kontynentów. Nie można, więc pozwolić, aby w ciasnych granicach własnych państw i partii politycznych nadal pozostawali tylko politycy i polityczni przywódcy.
Jeśli przywódcy chcą współuczestniczyć w tworzeniu fundamentów nowego, pokojowego ładu międzynarodowego na miarę XXI wieku muszą zerwać ze starym, zużytym, konfrontacyjnym sposobem uprawiania polityki. Okres zimnej wojny między Wschodem i Zachodem już minął.
Zamiast liczyć czołgi i rakiety czas zacząć liczyć komputery, biblioteki i maszyny rolnicze. Już dzisiaj, z tego miejsca, zachęcam do tego przywódców wszystkich państw.








