Przemówienie Lecha Wałęsy w Sao Paulo

10 kwietnia 1997 r.

Szanowni Państwo,

Lubię gościć na uniwersytetach -jest tam możliwość spotkania dwu kategorii ludzi, których cenię sobie niezmiernie: ludzi młodych i ludzi mądrych. Ci pierwsi nakreślą przyszłość naszej planety, ci drudzy są odpowiedzialni za to, jaka ta przyszłość będzie. Żyjemy w globalnej wiosce. Wioska ta - mimo, że obejmuje wiele kontynentów i oceanów - nie różni się od innych wiosek. Wiem coś o tym, bo urodziłem się i wychowałem w wiosce. W naszej wiosce, tej którą pamiętam z dzieciństwa, ceniło się dwie grupy społeczne. Dzieci, które były naszą przyszłością, nadzieją, troską i kontynuacją, oraz ludzi starszych posiadających bogate doświadczenie i gotowych się nim dzielić. Oni pomagali nam odnaleźć się i nie zgubić w tym, pełnym pułapek świecie. Ja - wtedy - byłem tą przyszłością i upostaciowieniem nadziei na przyszłość. Nie zawiodłem ich chyba. Dziś jestem starcem, który udziela porad.
Ale z poradami to jest tak, jak powiedział jeden z ojców Kościoła, że jesteśmy karłami w porównaniu do ludzi z przeszłości - olbrzymów. Ale karłami, które patrzą zza pleców olbrzymów, więc widzą więcej, więc patrzą dalej. Nie musimy już uczyć się na własnych błędach, możemy uczyć się na tych, które popełnili inni. Możemy lepiej rozpoznawać zagrożenia.
Są dwie wielkie polityczne plagi, które prześladują nasze społeczeństwo. Pierwsza, to pochodna faktu, że jedni - a jest ich niewielu - stają się coraz bardziej bogaci, podczas gdy inni coraz biedniejsi - a są ich krocie; między nimi zieje przepaść. Okazuje się, że dziedziczy się nie tylko bogactwo, ale i ubóstwo. Trudno się wyrwać z zaklętego kręgu biedy; może byłoby łatwiej, gdyby spotkać pomocną dłoń. Przecież Brazylia jest największym krajem katolickim świata. Powinno być łatwo o miłosierdzie.
W naszej drodze po ziemi powinniśmy być miłosierni, powinniśmy dostrzegać innych ludzi i widzieć w nich braci.
Drugą plagą jest brak moralności w polityce. Polityka to nie jest tylko skuteczne działanie - to jest, przede wszystkim, realizacja wartości. A - niestety - politycy są skorumpowani. Zrobią wiele dla pieniędzy, a jeszcze więcej za pieniądze. Z polityką to trochę tak, jak z miłością: potrafi ona być piękna, ale sprzedajna jest ohydna. To, że politycy bywają sprzedajni, to nie tylko ich wina (to są tylko ludzie - więc nieodporni na pokusy), to wina także braku mechanizmów kontroli. Politykom trzeba uważnie patrzeć na ręce, żeby były czyste.
Trzeba też patrzeć w ich sumienia. One też powinny zostać czyste. Niedopuszczalne jest, żeby politycy zmieniali swoje ideologiczne sztandary jak rękawiczki. Bruka to i ich, i ich sztandary. Podczas gdy wielu z nich mówi sobie: Wszystko jedno z kim, wszystko jedno w jakiej politycznej barwie - byle przy władzy.
I te dwie plagi same się napędzają. Bogaci korumpują polityków, ci stają się coraz bogatsi - czasem dzięki publicznym pieniądzom - ale zawsze kosztem najbiedniejszych. Ci zaś zamykają się w swoich społecznościach-piekłach niedostatku i występku.
Mieliśmy do czynienia ze sztuką manipulacji, mieliśmy zwodzenie tłumów, mieliśmy próby oszustwa. Ale teraz widzę wielkie odejście od tego, teraz przewiduję wielką zmianę. Dziś ludzie są już zmęczeni kuglarską polityką, zmęczeni są tyranią telewizji. Zmęczeni są sytuacją, w której postępki i oblicza polityków kryje gruba warstwa charakteryzatorskiej szminki.
Szczególnie młodzież jest zaniepokojona tą sytuacją. Nie wierzy elitom, a stąd tylko krok, aby zacząć się buntować. Przewiduję przełom wieków: albo wejdziemy w XXI wiek odmienieni - my starzy politycy - albo to nadchodzące stulecie odrzuci nas na swym początku.