|
Spis publikacji
"Dzień po dniu" - Janina Zagrodzka-Kawa
Nagroda Pokojowa Nobla. Oslo. Grudzień 1983r.
W miarę utrwalania się w umysłach ludzkich na Zachodzie "Solidarności"- nie jako pojęcia, lecz istniejącego faktu, zbudziły się niepokoje, jak daleko może Polska sięgnąć bez wywołania następnej wojny. Ludzie w ustabilizowanych społeczeństwach na ogół obawiają się gwałtownych zmian. Kto sobie w tych -pierwszych dniach zmagań mógł wyobrazić, że idące zmiany przebiegną bez krwawej rewolucji, na miarę cywilizowanego świata naszego kończącego się stulecia?
Wojska radzieckie na granicy polskiej! Czesi, Wschodnie Niemcy - stoją w pogotowiu ze swoimi czołgami, Polska okrążona ze wszystkich stron! Krzyczały tytułami dzienniki. Nam życie w oczekiwaniu na nadchodzące wiadomości zatrzymało się w miejscu. Podpisanie umowy w Gdańsku, zamieszki, strajki, prowokacje. Jasnym jest, że coś się musi zmienić. Na którą stronę szala przeważy? Wiadomo, tak dłużej nie może pozostać, co dalej? "Beton" się broni, reszta "Bloku" - oczekuje w pogotowiu na rozkazy z Moskwy. STAN WOJENNY!
Serce na chwilę zamarło... Niemożliwe opisać uczuć nam, patrzącym z odległości, brakuje słów. Zszokowani wydarzeniami znajomi, sąsiedzi okazują nam, obcym współczucie. Dzienniki grzmią przeciwko zamachowi na budzącą się demokrację. W całym tym podnoszonym przez masmedia hałasie - jest dobre ukryte westchnienie ulgi, że choć brutalnie, lecz skutecznie zahamowano wypadki, które mogły zaprowadzić za daleko. Śmierć Breżniewa, w krótkim odstępie czasu Andropowa, Czernenko umierający, dlaczego tak starych i chorych ludzi stawia się w takim momencie na czele rządu?
Jeszcze tu i tam tłumione siłą rozruchy, padają śmiertelne ofiary, Wałęsa internowany, aresztowania, strajki, protesty. Papież uspokaja słowami: "Dość się przelało polskiej krwi". Wiadomości powoli uciszają się, są mniej dla dziennikarzy interesujące. Dla nas jest jasne - "Solidarność" żyje -ukryta w podziemiu. Wywiady robione przez norweskich dziennikarzy na ulicy Warszawy pokazują, że ludzie do pewnego stopnia pogodzili się z sytuacją, zobojętnieli zmęczeni walką. Widzimy niekończące się kolejki przed pustymi sklepami, pokazywaną przy każdej okazji biedę. Wszyscy wiedzą, dlaczego kraj jest bogaty, nikt nie pyta dlaczego biedny, tak wygodniej. Zbiórki, zbiorki, zbiórki - na lekarstwa, żywność, ubrania. Wzruszająca nas do głębi ofiarność tutejszego społeczeństwa... a jednocześnie napawająca wstydem - litość. Bolało, że nigdzie nie znaleźliśmy jasnego stwierdzenia, iż w wyniku wojny, po jej zakończeniu - dalekoidącą pomoc otrzymali inni, m.in. nasi norwescy gospodarze. Gorycz przesłania człowiekowi uczucia wdzięczności.
str. 166
Było w tych wszystkich robionych na rzecz naszą akcjach - pewnego rodzaju poczucie winy, że dano się tak zwodzić hasłom o "czerwonym" po drugiej stronie granicy raju, a choć nie każdy w to wierzył, nie miał odwagi przeczytać. Zachodnie rządy musiały się. liczyć z głosami wyborców, w których partie komunistyczne, zasilane
milionami dolarów z Moskwy, miały kolosalne wpływy. Sąsiad przez miedzę naciska, ukazują się wprawdzie od czasu do czasu niepochlebne o jego działaniach wiadomości, zwykle nie na pierwszych stronach i nie w formie rewelacji. Trudno się dziwić, trzeba być ostrożnym przy tak potężnym dla małego narodu sąsiedzie. Jednak tego, co działo się w Polsce nie było można ukryć ani przemilczeć. Lech Wałęsa za swoim widowiskowym "skokiem do Stoczni" - stał się w ciągu jednego dnia bohaterem. Był podziwiany za odwagę, a przecież tak łatwo można było go, podobnie jak księdza Popiełuszkę, zlikwidować, zniszczyć jego liczną rodzinę, sprowokować, aby wezwał tłumy do walki zbrojnej. Jego spokój, determinacja nie mogła pozostać bez wrażenia. Widziano go w telewizji niesionego przez stoczniowców. Z wpiętym w klapę wizerunkiem Matki Boskiej, gdzie tu, w luterańskim świecie, nikt o swoich przekonaniach nie mówi - stał się prawdziwą sensacją.
Powiało niezrozumiałym mistycyzmem, wiara, a jednocześnie przyziemna walka o byt.
Nagroda Pokojowa, Lech Wałęsa, NOBEL !
W tych warunkach, w tej atmosferze - był to akt odwagi ze strony rządu norweskiego. Sensacja, nadzieje i obawa. Wałęsa nie przyjedzie, nie dostanie paszportu, a jeżeli to tylko w jedną stronę - bez powrotu. Nagrodę odbierze jego żona. Danuta, towarzyszyć jej będzie najstarszy syn. Znaleźliśmy się tego pamiętnego dnia wraz z Frankiem wśród nielicznych, wyróżnionych na sali auli Uniwersytetu w Oslo.
Widzieliśmy, jak młoda, drobna, skromnie ubrana Danuta Wałęsa odbiera to największe w imieniu męża i Narodu odznaczenie. Nigdy jeszcze Nagroda Pokojowa
Nobla nie wywołała takiego poruszenia, prawdziwego entuzjazmu, wątpię również,
czy kiedykolwiek wywoła. Było w tej euforii, przekonanie, że idą
zmiany, którym się oprzeć nie można. Tego dnia zniknęły wszelkie obawy, poczucie jedności udzieliło się wszystkim politykom, dziennikarzom sprawozdawcom telewizyjnym. Nam Polakom łzy zakręciły się w oczach, nie sposób było
ukryć wzruszenia, nie jesteśmy sami. Nagroda przyznawana jest każdego roku,
skąd więc ten nieprawdopodobny entuzjazm? Komisja przyznająca nagrody
wybrała właściwy moment dając oficjalne poparcie dla powstałego, obejmującego
cały naród ruchu "Solidarności". A choć przyznawana personalnie, była
uzna nagrodą dla narodu, który swoją odwagą - wskazywał w podzielonej wojną
Europie drogi POKOJOWEGO rozwiązania .
Nie bez znaczenia dla mediów było również wystąpienie żony Wałęsy, Danuty.
Telewizja dzięki wcześniej robionym wywiadom w Polsce, pokazała kim jest i jak ważną rolę w życiu męża oraz swojej licznej rodziny pełni ta szczupła, pełna godności kobieta, która od pierwszego dnia zdobyła sobie serca ludzkie. Nie sposób było nie zauważyć jej naturalnego zachowania, szacunku. jaki wzbudziła, nie zauważyć dumy jaką w imieniu męża i NARODU PRZYJMUJE należne honory. Trudno było opanować wzruszanie, kiedy po krótkim jasnym przemówieniu dziękującej za nagrodę Wałęsowej - obecni porwali się na nogi, burza oklasków zalała salę! A byli tam przedstawiciele wszystkich państw, oprócz przedstawicieli Wschodniego Bloku, którzy zaproszeni nie otrzymali POZWOLenia z Moskwy. Przybył król Norwegii z rodziną, członkowie rządu, komisja przyznająca nagrodę, sala była szczelnie wypełniona. Z ambasady polskiej nikt się nie pojawił. Nam grożono, jeżeli weźmiemy udział w uroczystości, represjami. Groźba była poważna, każdy z nas miał rodzinę w Polsce. Przed Uniwersytetem powielały flagi polskie, śpiewano nasz hymn narodowy.
Całe miasto mimo dużego mrozu, również z dziećmi w wózkach - wyległo na ulice. Tysiące dziennikarzy nie mogąc dostać się na salę stało po drugiej stronie ulicy, wszędzie, gdzie można było złapać na obiektyw uczestniczących w uroczystościach. Wieczorem uformowano spontanicznie kilometrowy, mający początek na rynku pochód z pochodniami. Był to jeden strumień światła. Przy głównej ulicy miasta Karl Johan Gate, która kończy się stojącym na wzgórzu zamkiem królewskim - usytuowany jest Grand Hotel, w nim znajduje się specjalny apartament przeznaczony dla nagrodzonych Noblem. Z jego balkonu witała żona polskiego robotnika wiwatujące tłumy. Ten zapał, atmosfera, sympatia okazywana Polsce była czymś niepowtarzalnym. Miało się uczucie, że towarzyszące wydarzeniom tłumy - czekały na taki moment. Była w tym pewność nadchodzących zmian, przekonanie, że te zmiany wyłącznie od nas zależą.
|