Archiwum

Felieton Lecha Wałęsy
"Kompleks Pol Pota"

Skocz do:

 

Zmarło się Pol Potowi. Odszedł jeden z większych zbrodniarzy naszego czasu. Uczono mnie, że o zmarłych mówi się, albo dobrze, albo wcale. To co na dobro możemy zapisać nieboszczykowi Pol Potowi, to fakt, że doprowadził system komunistyczny do absurdu. Absurd wyszedł mu mimochodem, ten mimochód kosztował od jednej trzeciej, po jedną czwartą, społeczeństwa kambodżańskiego. Zanegował i pieniądze, i religię, i rodzinę, i miasto, i wiedzę - rachunek tej negacji zapłacili Kambodżanie oddając jedną trzecią swego ludu dla dołów śmierci. W porównaniu z nim Lenin czy Stalin wyglądali na liberałów. Wszystko jest względne na tym świecie, nawet najwięksi zbrodniarze trafiają czasem na większych od siebie. Na całe szczęście ten rządził małym krajem.

Zmarł we własnym łóżku, nie niepokojony przez wymiar sprawiedliwości. Właściwie zmarł jako kpina ze sprawiedliwości - zbrodnia nie została ukarana. Już po odsunięciu od władzy powiadał, że ma czyste sumienie, że posądzanie go o zbrodnie, to wierutne kłamstwo. On chciał przecież dobrze: zamiast okropnej, starej kultury opartej o miasta wprowadził zdrową opartą o gospodarkę rolną, ewakuował miasta, zniósł pieniądze i rynki, zniósł wszelką własność, rodzinę i religię. Dzięki niemu wszyscy ludzie w Kambodży stali się równi - a równość, to przecież piękna i godna idea.

Wszyscy ludzie są równi - to hasło, dzięki któremu komunizm popełnił wiele zbrodni. Likwidowano tych, którzy nie byli (lub nie chcieli być równi). Czarna księga komunizmu szacuje (a wedle mnie są to zaniżone szacunki) liczbę ofiar komunizmu na 100 milionów. Eksperymenty społeczne pociągnęły za sobą więcej ofiar niż dwie wojny światowe. Są to zatrważające dane, z których należy wyciągnąć wniosek, że nie należy majstrować przy procesach społecznych, zajeżdżać kobyły historii.

Powie ktoś, że przemawia przeze mnie "zwierzęcy antykomunizm". Przyznam się, że nie pałam gwałtowną miłością do komunistów, bo też nie mam powodów do takiego uczucia. Ale moje stanowisko polityczne by przez następnych dwadzieścia lat zrobić wszystko by nie dopuścić komunistów do władzy ma podstawy nie tyle sentymentalne, co racjonalne. Partie postkomunistyczne obciążone historią nie są zdolne do przeprowadzenia reform. Boją się dokonywać zmian, które w ich wydaniu, w przeszłości usłane były zbrodniami. Jednak reformy są krajom Europy Centralnej i Wschodniej niezbędnie potrzebne, ale reformy kosztują. Przeprowadzając reformy traci się poparcie społeczne, a tego partie postkomunistyczne (czasem podświadomie, czasem świadomie) się obawiają. Mają taki kompleks Pol Pota, a może śnią im się drzewa z Budapesztu 1956.

Między innymi jest to jeden z powodów dla których tworzę nową partię: Chrześcijańską Demokrację III Rzeczypospolitej Polskiej. To ma być "druga linia okopów". Kapitał zaufania społecznego, który ma AWS będzie się stopniowo wyczerpywał. Tym bardziej, że siły starego porządku zrobią wszystko by w przeprowadzaniu reform przeszkadzać i je - w opinii społecznej - dyskredytować. Może się okazać, że po jakimś czasie nie ma dla koalicji SLD-PSL żadnej alternatywy. Ja taką alternatywę buduje - fakt, że w czterdziestomilionowych narodzie może nie być alternatywy obraża nie tylko mnie osobiście, ale i nas wszystkich. Zresztą samo istnienie ChDRP dopinguje i dynamizuje AWS - przynagla do działań. Więc prawie co tydzień (jeżeli tylko jestem w kraju) mam zebranie założycielskie w innym województwie. Jak do tej pory odbyło się dziewięć takich zebrań. Bo ja buduję partię od środka, od struktur regionalnych. Warszawę zostawiam sobie na koniec. Chcę do wakacji objechać wszystkie większe regiony skąd będą struktury budować się i w górę i w dół. Jesienią zaś przewiduję pierwszy Zjazd Krajowy Chrześcijańskiej Demokracji III Rzeczypospolitej Polskiej.