|
Kiedyś dane mi było obserwować
taki oto widok: od strony domu położonego w ogrodzie
biegł listonosz uginając się pod ciężarem potężnej
torby, za nim - krótki dystans i piana na pysku
- sadził buldog, obaj zmierzali ku furtce, która
(już to wiatr, już to mechanizm powrotny) za chwilę
miała się zamknąć. Jak zahipnotyzowany patrzyłem,
kto kogo dopadnie: listonosz furtki, czy buldog
listonosza. Nie wiem dlaczego ten widok przypomniał
mi się z okazji wejścia Polski do NATO. Może w
tej scenie jest coś na rzeczy, może ma nawet wymiar
symbolu.
Mamy jakieś 10-15 lat
spokoju w naszej części świata. To jest ta zamykająca
się furtka. Bo w tej części świata zmiany następują
coraz szybciej. Kto ma komputer, to wie, że co
roku podwajają się możliwości sprzętu informatycznego.
Postęp nabrał wielkiego przyśpieszenia. Ustanowienie
wspólnej waluty euro da państwom należącym do
Unii Europejskiej takiego "kopa", że
postęp będzie daleko szybszy. Kto się nie zabierze
do europejskiego pociągu teraz, może będzie musiał
oglądać jedynie oddalające się światła odjeżdżającego
pociągu. A pociągu nie sposób gonić piechotą -
dystans będzie się zwiększał i zwiększał. Dla
mnie nasze uczestnictwo w strukturach atlantyckich,
to nie tylko kwestia bezpieczeństwa narodowego,
to też kwestia bezpieczeństwa cywilizacyjnego.
Po co są bloki wojskowe?
Układ warszawski był po to, by bronić władzy nomenklatury,
gospodarki nakazowo-rozdzielczej i dominacji sowieckiej
w tej części świata. Pakt Północno-atlantycki
jest po to, by bronić gospodarki wolnorynkowej.
Nikt rozsądnie myślący nie zainwestuje dużych
pieniędzy gdy nad nimi nie będzie rozpięty parasol
ochronny. Takim parasolem jest NATO. Zawsze mówiłem,
że Polsce potrzebni są amerykańscy generałowie
- tacy jak General Motors, General Electric. A
oni tu nie przyjdą, gdy nie będzie zapewnionego
bezpieczeństwa.
Dlatego ogromnie się
ucieszyłem, gdy Kongres USA przesądził sprawę
naszego członkostwa w Pakcie. Wysłałem natychmiast
depesze do Prezydenta Clintona i Sprawozdawcy
Ustawy. To wielki krok naprzód - ale nie popadajmy
w samozachwyt. NATO to struktura demokratyczna,
gdzie jeden kraj, to jeden głos. Głos Stanów Zjednoczonych,
jedynego światowego supermocarstwa, znaczy tyle,
co głos Islandii. Dopóki członkostwo mojej Ojczyzny
nie będzie uznane przez wszystkie kraje Paktu,
dopóty będę trzymał kciuki zaciśnięte za powodzenie.
Niezgoda jednego - choćby i najmniejszego - kraju
oznaczać by mogła nawet nie tylko zwłokę, ile
krach całego przedsięwzięcia. Tego się boję, ale
taki już mam charakter, że wole dmuchać na zimne.
Powinnością polityków jest dostrzegać zagrożenia
i przed nimi ostrzegać. Jeżeli okaże się, że się
mylili, to tym lepiej - dla wszystkich.
Podstawową trudnością
w zrozumieniu istoty NATO jest to, że nie jest
ono skierowane przeciw nikomu. Ludzie nie potrafią
(na obu półkulach tego globu) wyzwolić się z dawnego,
konfrontacyjnego sposobu myślenia. Myślą w kategoriach
wroga i potencjalnego starcia. NATO ma w tej chwili
przewagę na każdym potencjalnym przeciwnikiem.
Rozszerzanie Paktu jest więc poszerzaniem strefy
bezpieczeństwa tak, by nie znalazło się wystarczająco
wiele materiału na budowę przeciwnego bloku. Wtedy
będzie można zrealizować drugi etap tego procesu,
a mianowicie rozbrojenie. Prawidłowa odpowiedź
na pytanie: po co poszerza się NATO? - brzmi:
aby zacząć się rozbrajać. Bo kiedy przesądzimy
o pokoju w naszej części świata zaczniemy rezygnować
z naszych zasobów środków militarnych. Ludzie
zgromadzili tych środków wystarczająco by kilkadziesiąt
razy zniszczyć naszą piękną ziemię. Chodzi jednak
o to, by zachować ją w dobrym zdrowiu.
Próby jądrowe w Indiach,
potanienie i rozpowszechnienie technologii nuklearnych,
doprowadziły do tego, że nie wiemy dziś ilu "Klub
Atomowy" liczy sobie członków. Kiedyś mieliśmy
do czynienia z "równowagą strachu",
gdy bronią masowej zagłady szachowały się dwa
przeciwne bloki. Teraz mamy do czynienia z "rozlaniem
się strachu", gdy na atomowych cynglach spoczywają
różne dziwne palce. Musimy przesądzić o pokoju
w naszym regionie i na świecie.
Niech się wstydzą ci,
którzy pod postacią buldoga widzieli symbol jakiegoś
państwa. Dla mnie on jest symbolem niebezpieczeństw,
które jeszcze grożą światu. Ale jest jeszcze szansa
na pokój. Furtka się jeszcze nie zatrzasnęła.
Nasza generacja - po strasznych doświadczeniach
dwu wojen światowych, po faszyzmie i komunizmie
- stanęła przed unikalną szansą. Tylko czy będzie
potrafiła z niej skorzystać?
|