|
Dwunastka, która jest
piętnastką, a która powinna być - zdaniem najwyższego
urzędu - siedemnastką. Wysyp liczebników sparaliżował
nasze życie polityczne. Głosowania nad reformą
administracyjną nie mają charakteru orzekania
o prawidłowym podziale, ale charakter plebiscytu.
Na tej wyliczance jedni chcą zyskać, drudzy boją
się stracić, ale nikt nawet nie próbuje powiedzieć,
co z tego wynika dla obywatela. Nad polską scena
polityczną unosi się bojowy okrzyk: "polityka
dla polityków!". Interes obywatela zszedł
na margines i utonął w krzyku politycznych przepychanek.
Pierwsza rzecz, to polityka
informacyjna. Pierwszy rzecznik rządu nie zrobił
nic by wytłumaczyć reformę ludziom. Odszedł do
telefonów, bardziej po stronie słuchawki niż mikrofonu.
Drugi też z mikrofonu korzysta niechętnie. A już
pomysłem proszącym się o wpis do księgi Guinnessa
było skazanie ministra Kuleszy (najbardziej kompetentnego
"w temacie reforma") na przymusowe milczenie.
Obywatel jest skołowany, nie wie o co, tu biega.
Politycy są rozbiegani, nie wiedzą, że to kołem
się toczy. Liczebnik goni liczebnik, a przecież
ani go dognać nie może, ani nic z tego nie wynika.
Reformę albo prowadzi się wbrew ludziom, albo
im się ją tłumaczy. Rozumiem dlaczego rząd premiera
Buzka pragnie wdrożyć reformę; nie mogę jednak
zrozumieć dlaczego nie chce jej wytłumaczyć.
Kiedyś, za czasów realnego
surrealizmu średniego Gomółki była moda na parodiowanie
przemówień tow. Wiesława. Jedną z takich parodii
pamiętam, ale czytać ją należy z właściwym temu
mówcy sposobem akcentowania: Towarzysze, sytuacja
jest dobra, ale nie beznadziejna. Niech to zilustrują
cyfry; dwanaście, piętnaście, siedemnaście, dwadzieścia
pięć, czterdzieści osiem i jako dodatkowa dyscyplina
wioślarstwo. Pokazywało to, że prawdopodobieństwo
trafienia ze statystyką jest takie, jak w lotto.
Nie wiem dlaczego mi się to dziś przypomina.
Nie wiem też dlaczego
nikt nie powiedział, że tylko wariant dwanaście
pokrywa się z aktualnym podziałem powiatowym.
Że w innym wypadku będziemy mieli do czynienia
z "powiatem międzywojewódzkim". Dlaczego
nie zrobiono symulacji komputerowej, które "silne
województwo" na swym powiększeniu zyska,
a które straci. Lublin na przykład, straci, a
zyskają te wschodnie województwa, które zbędą
się swej wojewódzkości (tak wynika z moich pobieżnych
obliczeń). Dlaczego się nie tłumaczy jakie to
będzie miało skutki dla tej najbardziej czułej
części obywatela jaką jest jego kieszeń. Reformy
trzeba wyjaśniać gdyż inaczej staną się wewnątrzpolityczną
"grą w numerki", która społeczeństwa
ani nie interesuje, ani nie dotyka.
W poprzednim felietonie
pisałem dlaczego nie chce być prezydentem. Dziś
dodam jeszcze jedno. Nigdy nie chciałem być notariuszem.
Nie dlatego, żebym nie poważał tego zawodu, ale
dlatego, że to nie na mój temperament. Funkcja
urzędu prezydenckiego, to przede wszystkim działalność
notarialna. Uwiarygodnianie swoim podpisem zawartej
transakcji. Nie jest on ani podmiotem, ani przedmiotem
działania - tylko poświadcza, że się ono odbyło.
Bywają notariusze, którzy dbają, przede wszystkim,
o swój interes; chcą z każdej transakcji jak najwięcej
dla siebie. Swój autograf traktują jako pozycję
przetargową, wystawiają go na sprzedaż. Czasem
są to korzyści finansowe, czasem polityczne -
ale nigdy wszystkich Polaków. Ciekaw jestem jaka
będzie cena podpisu pod reformą, wiem na pewno,
że płacić będziemy ją wszyscy.
|