Archiwum

Felieton Lecha Wałęsy
"Bóg trójcę lubi"

Skocz do:

 

Od ostatniego felietonu wydarzyły się trzy ważne rzeczy:

Po pierwsze odbył się Pierwszy Krajowy Kongres Chrześcijańskiej Demokracji III Rzeczypospolitej Polskiej. Mówiłem na tym gremium: "Musimy sobie zdać sprawę, że dziś - w wigilię XXI wieku - stajemy wobec kryzysu wartości. Socjalistom z całej ich ideologii pozostała tylko miłość do kapitału. Liberałowie zajęli się podatkami i biurokracja państwową. Działacze związkowi patrzą tylko miejsc w zarządach i radach nadzorczych. Anarchiści idą do UOP-u, a narodowcy do Komitetu Integracji Europejskiej. Tylko chrześcijanie pozostali wierni swoim tradycjom. Maja one metrykę dwu tysiącleci - ale nie tylko. Liberalizm powstał trzy stulecia temu, socjalizm przed stu pięćdziesięciu laty, a chrześcijańska nauka społeczna w latach 60., w czasie Soboru Watykańskiego Drugiego i ciągle jest poprawiana w nauczaniu Jana Pawła II. Czujemy więź z najstarsza tradycją i najmłodszą refleksją. Głęboko wierzę, że to są właśnie wrota, przez które wejdziemy w XXI wiek i będzie to właściwa droga."

Po drugie odbył się Krajowy Zjazd Delegatów NSZZ "Solidarność", który potwierdził moje najgorsze obawy, mówiłem wtedy: " Źle się dzieje w Związku. I to źle się dzieje w specjalnym i trudnym czasie, czasie transformacji. Jest wysoka stopa bezrobocia, wiele zakładów pada, całe branże muszą ulegać przekwalifikowaniu, zakłady pracy zmieniają właścicieli i rodzaje własności - trzeba więc mieć mądry związek. Zmienia się zakres i rodzaj usług społecznych takich jak świadczenia zdrowotne czy emerytalne. Wiele interesów pracowniczych jest zagrożonych i nie jest należycie zabezpieczonych. Związek nie spełnia tu swojej roli. Bowiem rolą związków zawodowych, jego pierwszą funkcją i powinnością jest dbać o interes ludzi pracy. Tak w socjalizmie jak i w kapitalizmie szczególnie zaś w momentach przejściowych.

Byłem ostatnio w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Nowym Sączu i zauważyłem, co potwierdza moje inne obserwacje, że ludzie się tam boją. Boją się zwolnień i tego, że znajda się za bramą. Boją się tego, że nikt ich nie będzie bronił, że Związek nie działa tak jak trzeba na terenie zakładu. Mówiłem im, że po to płacicie składki, żeby się bali za was działacze związkowi. Mówiłem im, że to hańba żeby w wolnym kraju, po niemal dziesięciu latach panowania demokracji ktoś się tak bał.

Związek zbyt dużo zajmuje się polityką. Związek zapłacił wielka "daninę krwi" odsyłając najlepszych działaczy do polityki. Od 1989 roku proces ten trwa nieprzerwanie i mogliśmy obserwować kilka jego fal. Ten proces należy zahamować. Może się bowiem okazać, że jedyną organizacją, o którą będzie się mógł oprzeć interes pracowniczy będzie OPZZ. Mam nadzieję, że jest to fałszywa diagnoza. Byłby to koniec związku. Niezależny i Samorządny Związek Zawodowy "Solidarność" służył jako trampolina do władzy już wielu ekipom, w tym - przyznam się - i mnie, ale wtedy nie było innej możliwości, dziś jest. Po tylu skokach trampolina zaczyna pękać. Jeszcze jedno odbicie - trzaśnie. Musicie wrócić do zasad i korzeni."

Mówiłem wtedy, że są specjalne "bezpieczniki" w statucie związkowym: po pierwsze tylko dwie kadencje, po drugie nie łączenie stanowisk politycznych i związkowych, po trzecie odpolitycznienie zakładów pracy. Nie posłuchano mnie.

Kogo mam cytować jeżeli nie siebie - na tym znam się najlepiej, powiem nawet, że jestem największym światowym specjalistą w sprawie Lecha Wałęsy (choć znam paru, którzy chcą mi odebrać ten tytuł).

Po trzecie skończyłem 55 lat i miałem więcej polityków na przyjęciu urodzinowym (może to cos znaczy!) niż przed rokiem, a tamte uchodziły za bardzo polityczne. Kiedy mi śpiewają "Sto lat" odpowiadam, że zostało 45, a więc już... z górki.