Przemówienia

Zamek Królewski, 22.12.1990
Skocz do:

 

Przemówienie wygłoszone w Sejmie Rzeczypospolitej Polskiej na uroczystym posiedzeniu połączonych Izb Sejmu i Senatu.

22.12.1990

Jako pierwszy prezydent wybrany przez cały naród ...
Panowie Marszałkowie! Panowie Posłowie i Senatorowie! Rodacy w kraju i na obczyźnie!
Stoję przed Wami jako pierwszy prezydent Polski, wybrany bezpośrednio przez cały naród. Z tą chwilą zaczyna się uroczyście III Rzeczpospolita Polska. Nikt i nic nie może umniejszyć tego faktu. Kończy się zły okres, kiedy władze naszego państwa były wyłaniane pod naciskiem obcych, albo w wyniku wymuszonych kompromisów. W dniu dzisiejszym robimy zasadniczy krok na długiej i krwawej drodze do odbudowy naszej niepodległości. Opatrzność dała nam przywilej pokojowego wypełniania testamentu minionych pokoleń.
Niepodległa Polska pragnie być elementem pokojowego ładu w Europie. Chce być dobrym sąsiadem. Z Ukrainą, Białorusią i Litwą łączą nas wieki wspólnej historii. Dotyczy to również Niemiec, w których chcemy widzieć przyjazną bramę do Europy. Będąc związani kulturowo z Zachodem, pragniemy jednocześnie budować ducha sympatii i współpracy w naszych stosunkach z Rosją. Mamy przy tym świadomość, że tylko Polska zreformowana i silna ekonomicznie będzie dla innych równorzędnym partnerem.
Panowie Posłowie i Senatorowie!
W okresie Waszej pracowitej kadencji Polska wiele osiągnęła. Dzisiaj naród oczekuje od nas jeszcze więcej - zmian w polityce gospodarczej i sposobie rządzenia. Postawa milionów wyborców była pod tym względem jednoznaczna. Nasze reformy muszą postępować szybciej i sprawniej, z myślą nie tylko o liczbach, ale przede wszystkim o ludziach. Musimy przebudować strukturę państwa. Zdecentralizować je w taki sposób, żeby jak najwięcej decyzji zapadało na dole. Tam, gdzie ludzie mieszkają i znają swoje problemy. To ogromne zadanie ustawodawcze i finansowe.

Równie wielkim zadaniem jest powszechna prywatyzacja. Polska powinna stać się narodem właścicieli. Każdy może zostać posiadaczem majątku narodowego, cząstki naszej ojczyzny. To najprostsza, sprawdzona droga do odpowiedzialności. Tylko w ten sposób pomnożymy nasze dobra i nauczymy się gospodarności.
Będziemy kontynuować zmodyfikowany program wicepremiera Balce-rowicza. Jest to przykładem naszego uporu i zdolności do wyrzeczeń. Jeśli te cechy wykażemy nadal - będziemy wiarygodnymi partnerami.
Czynimy dzisiaj zasadniczy krok na drodze do demokracji w naszej ojczyźnie. Wybrany przez naród prezydent zobowiązany jest temu narodowi służyć. Tak samo przyszły parlament. Władze państwowe muszą pamiętać, że na zaufanie obywateli trzeba pracować codziennie.
Wspólnie zadbajmy o to, żeby rząd i ministrowie lepiej wsłuchiwali się w głos narodu. Ostatnie wybory uświadomiły wszystkim, że nikt nie posiada kredytu zaufania danego raz na zawsze.
Wywodzę się z chłopskiej rodziny, przez wiele lat byłem robotnikiem. Nigdy nie zapomnę skąd wyruszyłem w drogę, która doprowadziła mnie do najwyższego urzędu w państwie. Chciałbym, żeby przez fakt mojego wyniesienia wszyscy polscy robotnicy, wszyscy chłopi poczuli się bardziej współgospodarzami w naszej ojczyźnie.
Musimy znowu uwierzyć w nasze siły. Mamy ich sporo, tylko nie zawsze potrafimy z nich korzystać. Za często wątpimy w nasze możliwości. Bierność i zniechęcenie - to największe przeszkody na drodze do dobrobytu Polaków. Kiedy z wiarą zabierzemy się do pracy, także kraje najbardziej rozwinięte okażą nam więcej zaufania.
Proszę Państwa! Drodzy Rodacy!
Europa bez chrześcijaństwa nie byłaby sobą. Podobnie Polska, która wchodząc do Europy nie chce tracić swoich korzeni. Dlatego zaraz po moim wyborze na prezydenta udałem się na Jasną Górę, do duchowej stolicy naszego narodu, aby tam ślubować wierność Rzeczypospolitej. Aby stamtąd czerpać siły do wypełniania swojej misji.
Wierzę, że Pan da siłę swojemu ludowi.
Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju.

Warszawa, 22 grudnia 1990